blog

Nie, to zasady ustalone przez rząd sprawiają, że nadmiernie dokumentuję

Nie, to zasady ustalone przez rząd sprawiają, że nadmiernie dokumentuję

W księdze Mateusza jest napisane: Błogosławieni cisi, albowiem oni odziedziczą ziemię.Alice jest jedną z potulnych. Nie ma ambicji ratowania życia, zarabiania dużych pieniędzy ani ratowania opieki zdrowotnej. Nie martwi się zbytnio przyszłością ani nie narzeka na teraźniejszość. Po prostu nosi czapkę, wykonuje swoją pracę i się uśmiecha.

Prawdę mówiąc, byłoby mi dobrze, gdyby odziedziczyła Ziemię.

Ten post pojawił się po raz pierwszy na moim blogu w lipcu 2007 roku. Opowiada historię pracownika w moim biurze. Odkąd to zostało napisane, niestety doznała poważnego niepowodzenia i nie może już fizycznie wykonywać zadań potrzebnych do pracy dla nas. Widziałem ją jednak niedawno i pomimo wielu problemów zdrowotnych, nadal ma pozytywne nastawienie i zachęcające usposobienie. Chociaż było to smutne, widzieć ją w takim stanie, widok jej znowu był podekscytowany.

Chyba muszę uderzyć, gdy żelazo jest gorące. Znowu doceniam cytowanie mojej witryny (widzicie, nawet lekarz może nauczyć się gramatyki) przez Andrew Sullivana, ale jeszcze bardziej doceniam dobre komentarze tych, którzy nadesłali tutaj to cytowanie. Mam nadzieję, że wszyscy wrócicie, ponieważ jest to temat niezwykle niemiecki, biorąc pod uwagę, że oszczędzanie pieniędzy jest najwyższym priorytetem administracji Obamy w dziedzinie opieki zdrowotnej.

Więc w przeciwieństwie do moich uwag w sekcji komentarzy, spróbuję omówić niektóre z uwag czytelników i odnieść się do niektórych pytań / zastrzeżeń. Zrobię również co w mojej mocy, aby nikogo nie urazić rażącym nadużyciem języka angielskiego. Albo, cytując mojego brata, gdy był młody, postaram się nie używać „niepoprawnej gramatyki”.

5% przy użyciu ponad 50%

Punktem, który zwrócił największą uwagę w moim poprzednim poście, było wezwanie do zajęcia się populacją „nieubezpieczoną”. Pomysł, że niewielka część populacji odpowiada za większość kosztów opieki zdrowotnej, nie jest nowa. Firmy ubezpieczeniowe wiedzą o tym od dawna – dlatego nie chcą ubezpieczać tych osób. Ale liczby są w rzeczywistości bardziej imponujące niż 5%, które podałem jako przykład. Oto bardziej szczegółowy obraz kosztu „highutilizers” (czyli osób przewlekle chorych):

Cukrzyca – Statystyki dotyczące cukrzycy są naprawdę oszałamiające, a przewiduje się, że problem się pogorszy.

Około 7,8% Amerykanów choruje na cukrzycę, ale diabetycy stanowią 20% wszystkich wydatków na opiekę zdrowotną. (1) W populacji Medicare (osoby powyżej 65 roku życia) 20% ma cukrzycę. (2) Z tych kosztów większość (58,3 mld USD) wydano na opiekę szpitalną, w przeciwieństwie do opieki ambulatoryjnej (9,9 mld USD). (3) Przewiduje się, że odsetek osób z cukrzycą wzrośnie. Badania przewidują, że 33% Amerykanów urodzonych po 2000 roku zachoruje na cukrzycę w ciągu swojego życia. (4)

Choroba serca – Chociaż niedawno rak jako zabójca nr 1 w USA przeszedł przez to, koszty chorób serca są ogromne.

Choroba wieńcowa jest odpowiedzialna za 1 na 5 zgonów w USA (5) 1 na 3 Amerykanów będzie cierpieć na jakąś formę poważnej choroby naczyniowej (zawał serca lub udar) (6) Prognozowany roczny koszt choroby serca i udaru mózgu w USA na 2009 rok przekroczy 475 miliardów dolarów (6)

HIV / AIDS – Chociaż nigdzie na świecie nie ma stanu pandemii, obciążenie HIV / AIDS w USA jest ogromne.

56 300 nowych przypadków zakażenia wirusem HIV odnotowano w 2006 r. (7) Pod koniec 2006 r. Z HIV żyło 1,1 miliona osób (21% niezdiagnozowanych). (8) Koszt nowych przypadków szacuje się na ponad 12 miliardów dolarów rocznie, przy koszcie całego życia ponad 600 000 dolarów na osobę (9)

Zwróć uwagę, że nie uwzględniłem raka ani innych chorób przewlekłych w tych statystykach. Najważniejsze jest to, że choroby przewlekłe stanowią ponad 75% dolarów wydanych na opiekę zdrowotną w USA. (10) Wiele z tych osób nie jest ubezpieczonych, podczas gdy znaczny procent jest objęty programami rządowymi (głównie Medicare).

Czy pacjenci są właścicielami swojej dokumentacji medycznej? Czy lekarze? Szpitale? Firmy ubezpieczeniowe? Obszar 51? Sanjay Gupta?

Często słyszysz to pytanie, choć niekoniecznie tak wyraźnie. Ludzie chcą „przechowywać moją dokumentację medyczną online”. Google i Microsoft starają się zostać dużym graczem w branży „osobistych rekordów zdrowia”, oferując produkty, które pozwolą poszczególnym osobom na prowadzenie własnych danych.

Ale czy to naprawdę jest dokumentacja medyczna pacjentów?

Moje biuro ma zamiar udostępnić im online w bezpiecznym miejscu określone fragmenty akt osób. W ten sposób mogą przeglądać listy leków, wprowadzać w nich zmiany i prosić o uzupełnienie. Mogą spojrzeć na swój ostatni poziom cholesterolu lub mammografię i wiedzieć, kiedy ma nastąpić następny. Byłoby to świetne dla nas i naszych pacjentów, dając im informacje, których nie mieli w przeszłości. Ale nie mamy zamiaru udostępniać całej dokumentacji naszym pacjentom. Wciąż są informacje, których nie chcę, aby moi pacjenci czytali. A co jeśli ktoś przyjdzie do biura z dzieckiem i mam pewne podejrzenia co do sytuacji rodzinnej. Z pewnością chcę to odnotować, ponieważ po prostu będę potrzebować przypomnienia, gdy pacjent wróci (lub jeśli zobaczy go któryś z pozostałych dostawców w mojej praktyce). Ale na pewno nie chcę, aby pacjenci mieli do tego dostęp.

To komplikują również inne fakty. Na przykład niedawno zaczęliśmy umieszczać szczepienia bezpośrednio w rejestrze szczepień w Gruzji (nawiasem mówiąc nazywanym „GRITS”) i pojawiło się pytanie, czy nadal musimy umieszczać wszystko na naszych listach. Tak, udokumentujemy, że daliśmy pewne szczepienie, ale czy musimy powiedzieć, w której nodze zostało podane, z jakim numerem partii, która pielęgniarka to zrobiła? Te informacje są już umieszczane w rejestrze, więc czy ten rejestr jest częściowo nasz, aby używać go jako rekordów?

To naprawdę złożony temat, ponieważ w wielu miejscach są informacje medyczne o pacjencie. Nie tylko ja (jako PCP) mam zapis o pacjencie, ale także szpital, aptekę, firmę ubezpieczeniową, specjalistę, laboratorium i grupę radiologów. Kto jest właścicielem tych informacji? Czy istnieje coś takiego jak „posiadanie” informacji? Prawnicy prawdopodobnie mogliby odpowiedzieć na to lepiej niż ja (używając słów takich jak „dotychczas”, „wyrozumiałość” i „orzekać” – z których wszystkie sprawiają, że jest to niedostępne dla każdego z ADD), ale oto kilka moich przemyśleń na ten temat:

Termin „dokumentacja medyczna pacjenta” jest bez znaczenia. Istnieje wiele rekordów, tak jak osoba ma konta w wielu bankach. Pomysł, że gdzieś istnieje nadrzędny obszerny zapis, jest fałszywy.Dokumentacja medyczna to narzędzia. Korzystam z dokumentacji medycznej pacjenta, aby wiedzieć, co z nim robię. Ponieważ widzę ludzi sporadycznie, czasami z sześcioma miesiącami, rokiem lub więcej między spotkaniami, muszę mieć jakiś sposób, aby przypomnieć sobie, co się dzieje, gdy przychodzą. Jednym z głównych powodów, dla których zaczęliśmy używać akt elektronicznych, jest to, że możemy mieć szybki dostęp do tych informacji. Jestem zbyt zdezorganizowany, żeby zrobić to z papierem.Idea „posiadania danych” jest prawdopodobnie błędna. Lepszym sposobem myślenia o tym jest „mieć prawo dostępu do danych”. Kiedy po raz pierwszy wdrożyliśmy EMR, jeden szpital obawiał się połączenia z naszym systemem, ponieważ „pobieraliśmy informacje z jego systemu”. Mówił mi o tym wysoki dyrektor w bardzo dużym szpitalu. Ale kiedy jestem lekarzem zlecającym, czy https://yourpillstore.com/pl/ nie jestem „właścicielem” danych? Czy pacjent „posiada” to? Widzisz, jak idea własności upada.Duża część dokumentacji medycznej jest tam z powodów finansowych. Gdybym mógł, zmniejszyłbym rozmiar moich notatek o 75-90%, pozbywając się niepotrzebnych rzeczy. Tych rzeczy nie ma dla mnie. Nie ma go dla pacjenta. Jest tam, więc mogę pokazać, że wykonałem wystarczająco dużo pracy, aby naładować to, co zrobiłem. Lekarze są opłacani na podstawie dokumentacji, a nie pracy. EMR sprawił, że możliwość umieszczania bardziej bezużytecznych informacji jest znacznie bardziej dostępna. Czy to oznacza, że ​​EMR powoduje, że nadmiernie dokumentuję? Nie, to zasady ustalone przez rząd sprawiają, że nadmiernie dokumentuję. Chcę tylko zarabiać za to, co zrobiłem, a EMR pozwala mi łatwo nadpisać dokument, więc mogę.Kolejna porcja informacji ma chronić przed procesem sądowym. To tnie w obie strony; więcej informacji jest tam umieszczanych, aby zakryć twój ogon, ale także ustawia cię do dokładniejszej analizy. Jeśli umieszczę mammografię w rejestrze zamówionym przez GYN i są one nieprawidłowe, jestem narażony na pozew, jeśli nie sprawdzę tych informacji. Im łatwiej jest umieścić informacje w rekordzie, tym łatwiej jest przegapić coś i zapłacić za to później.Większość zapisów jest teraz nieistotna. Nie obchodzi mnie, czy ktoś miał szwy, gdy miał osiem lat. Nie obchodzi mnie, jaki był u kogoś poziom chlorku w surowicy w 2004 roku. Generalnie rzadko odwołuję się do informacji sprzed 1 roku i prawie nigdy nie patrzę na informacje, które mają ponad 5 lat. Ważne jest, aby aktualizować przeszłe historie – ogólniki mogą być ważne, ale szczegóły są bez znaczenia.Różne strony będą zainteresowane różnymi informacjami. Nie obchodzi mnie, jaką markę stentu dostał pacjent w swoich wieńcach, ale kardiolog tak. Nie obchodzi mnie, który lek generyczny dostali, ale apteka tak. To samo dotyczy pacjentów; istnieje tylko ograniczona ilość informacji, które ich dotyczą.Przekonując powoda od razu, że dotychczas nazywano go „klientem X”, orzeczona zgodność jest świetna.

Czy pacjenci muszą mieć dostęp do swojej dokumentacji medycznej? Nie wszyscy z nich. Musi być jakiś sposób na wyodrębnienie tego, co jest ważne, a co nie. Internet udowodnił mi, że więcej informacji nie zawsze jest lepszych. Nie potrzebujemy więcej informacji, potrzebujemy właściwych informacji, gdy są potrzebne.

Przygotuj się na orzekanie o wiele więcej informacji na ten temat. Będziesz słyszał dużo więcej.

Z WSJ:

Słaba gospodarka może oznaczać cięcia w wynagrodzeniach lekarzy

Niedługo po epickiej walce o wynagrodzenie Medicare lekarze szykują się na cięcia w stanowych programach Medicaid.

Winić słabą gospodarkę. Stany, które finansują znaczną część Medicaid, mają mniej wpływów z podatków wpływających do ich kasy. W międzyczasie, ponieważ coraz więcej osób traci pracę z zasiłkami zdrowotnymi, jest bardziej prawdopodobne, że zapisują się do Medicaid, który służy ubogim.